Naprawa przycisku w Garmin Edge 1000

Wtorek, 14 maja 2019 • Komentarze: 0

Jedna ze spiskowych teorii dziejów głosi, że wszelakie współczesne urządzenia elektroniczne (i nie tylko) mają „zaprogramowany” czas bezawaryjnej pracy i przestają działać wkrótce po zakończeniu gwarancji. Nie do końca wierzę w to „zaprogramowanie”, ale w celowe użycie materiałów, które muszą się zużyć po relatywnie niedługim czasie już tak. Teoretycznie jako inżynier nie powinienem się obawiać, bo przecież zawsze mogę to i owo naprawić, ale okazuje się, że z tym jest problem. Części zamienne albo są drogie, albo ich… nie ma. Weźmy dla przykładu mój telewizor. To jakiś w miarę tani Samsung z matrycą 4K. Sprawdziłem cenę matrycy na portalu dostępnym wyłącznie dla serwisantów. Kosztuje 200 złotych mniej niż cały telewizor. Chyba jest jasne, że nie ma sensu naprawiać, gdy się zepsuje. Inna sprawa, że próżno szukać instrukcji serwisowych.

Po przycisku zasilania pozostała wielka dziura.
Po przycisku zasilania pozostała wielka dziura.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Ano dlatego, że jakiś czas temu po jednym z treningów chciałem wyłączyć mojego Garmina Edge 1000. Nacisnąłem przycisk i… nic. Nacisnąłem po raz drugi i po raz drugi nic. Przyjrzałem mu się dokładnie i okazało się, że prawie wpadł do środka. Po trzech latach używania, materiał, z którego był wykonany, skruszył się i przycisk zwyczajnie się rozsypał. Z boku urządzenia widniała więc potężna dziura, za którą widoczny był mikroprzełącznik, który na szczęście działał, ale to wcale nie poprawiło mi nastroju. Umówmy się, że komputer rowerowy powinien być odporny na deszcz i brud, a wielka dziura w obudowie raczej tego nie gwarantuje. Pomyślałem jednak, że to żaden problem i jedno zapytanie w Google sprawi, że znajdę sklep, w którym kupię dolną część obudowy Garmina. Tak, tak – całą część obudowy, bo materiał, z którego wykonano przycisk jest integralną częścią tejże. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że coś takiego nie istnieje! To znaczy, że nie można kupić fabrycznie nowej oryginalnej obudowy. Są dostępne używane, są dostępne jakieś chińskie podróbki na Aliexpress, ale oryginałów zwyczajnie nie ma. Żeby było śmiesznej, te używane są sprzedawana za jakieś „chore” pieniądze.

Soudal Fix All okazał się wystarczająco wytrzymały i elastyczny.
Soudal Fix All okazał się wystarczająco wytrzymały i elastyczny.

Dokładnie wypełniłem cały otwór, a potem oznaczyłem miejsce leżące dokładnie naprzeciwko mikrowyłącznika.
Dokładnie wypełniłem cały otwór, a potem oznaczyłem miejsce leżące dokładnie naprzeciwko mikrowyłącznika.

Drugą rozsądną myślą było, aby skontaktować się z serwisem Garmina. Napisałem stosownego i bardzo grzecznego e-maila i już po 24 godzinach otrzymałem równie uprzejmą odpowiedź, którą przytaczam:

„Szanowny Panie Piotrze. Dziękujemy za skontaktowanie się z Garmin Polska. Niestety nie ma możliwości wymiany uszkodzonego elementu. W związku z tym, że urządzenie jest już po gwarancji, wymiana urządzenia w serwisie będzie płatna. Cena za tę usługę to 1006,25 PLN brutto.”

Że co? Z powodu kawałka gumopodobnego materiału mam teraz wywalić „kafla” na nowy komputer? To niedorzeczność! To może w ogóle dorzucę kolejnego tysiaka i kupię Edge’a 1030?

Postanowiłem naprawić Garmina w myśl hasła „Polak potrafi”. Poszperałem trochę w sieci i jedyne, co znalazłem, to potwierdzenie, że nie tylko ja miałem problem z komputerkiem. Znalazłem też kilka różnych rozwiązań, ale żadne mnie nie zachwyciło na tyle, aby je powielić. Pierwsze podejście zrobiłem na szybko i okazało się pomyłką. Przykleiłem do obudowy kawałek jakiejś gumy, ale przeżyła ledwie kilka dni, a co gorsza, powierzchnia plastiku została trochę „zmasakrowana” przez klej. Drugie podejście było już bardziej przemyślane i właśnie nim pragnę się podzielić.

Moje rozwiązanie jest bardzo proste i bardzo oczywiste, ale wymaga trochę nakładu pracy. Pierwszym krokiem jest zdemontowanie dolnej części obudowy, do czego jest potrzebne posiadanie małego śrubokręta typu Torx T6. Po odkręceniu ośmiu śrubek konieczne jest jeszcze odpięcie złącza od baterii i głośnika oraz taśmy łączącej górną część obudowy z gniazdem karty SD i złącza USB. W tym momencie zrozumiałem, dlaczego dostępne używane obudowy lub ich podróbki są drogie. Otóż czytnik kart SD jest na stałe wklejony do obudowy, wręcz zalany klejem i śmiem wątpić, aby można go było jakoś stamtąd wyciągnąć.

Rdzeń wykonałem z noska końcówki pancerza przerzutkowego, odcinając jego mały fragment. Zdjęcie jest tylko poglądowe. W rzeczywistości ciąłem go poza obudową.
Rdzeń wykonałem z noska końcówki pancerza przerzutkowego, odcinając jego mały fragment. Zdjęcie jest tylko poglądowe. W rzeczywistości ciąłem go poza obudową.

Ponieważ przycisk musi być szczelny, a zarazem elastyczny, jedynym sensownym rozwiązaniem wydawało się użycie jakiegoś rodzaju silikonu. Doszedłem jednak do wniosku, że to nie będzie wystarczająco trwałe i zdecydowałem się na użycie kleju Soudal Fix All, który jest mocny, elastyczny i… biały. Wypełniłem nim cały otwór po przycisku. Otwór ten jest na tyle głęboki, że klej powinien mieć wystarczającą powierzchnię styku. Gruba warstwa oznacza jednak mniejszą sprężystość, ale na szczęście mikroprzełącznik zasilania jest na tyle blisko, że wystarczy niewielkie ugięcie warstwy kleju, aby go włączyć. Oczywiście sam klej mógłby okazać się zbyt miękki i nietrwały, aby przeżyć wielokrotne naciskanie. Zamierzałem więc wkleić coś w rodzaju twardego rdzenia, który bezpośrednio działałby na mikroprzełącznik. Wykonałem go z noska końcówki pancerza przerzutkowego. Po kilku godzinach, gdy klej był już względnie twardy, przekłułem go małym wiertłem i wepchnąłem wspomniany rdzeń. Ważne było, aby umieścić go dokładnie na osi mikroprzełącznika, co udało się dlatego, że wcześniej posmarowałem go czerwonym korektorem i założyłem na chwilę dolną część obudowy, odbijając w ten sposób ślad na powierzchni kleju. Gdy rdzeń był już na swoim miejscu, nałożyłem jeszcze odrobinę kleju na zewnętrzną powierzchnię obudowy i całość pozostawiłem na kolejne kilka godzin. A potem wszystko skręciłem i nadeszła chwila prawdy. Przycisk działał!

Być może nie wygląda to najlepiej, ale najważniejsze, że jest skuteczne.
Być może nie wygląda to najlepiej, ale najważniejsze, że jest skuteczne.

Tak naprawiony Garmin służy mi już jakiś czas i nie mam z nim żadnych problemów. Żałuję jedynie, że wcześniej usiłowałem go naprawić w inny sposób, przez co zostały ślady na obudowie i całość nie wygląda tak idealnie, jak bym sobie tego życzył. Na razie nie mogę też nic powiedzieć o trwałości tego rozwiązania, bo musi upłynąć zdecydowanie więcej czasu, abym mógł to obiektywnie ocenić.

Szkoda, że musiałem aż tak kombinować, żeby usunąć uszkodzenie, które dałoby się naprawić przez prostą wymianę dolnej części obudowy. Inna sprawa, że taka konstrukcja przycisku to ewidentny błąd projektowy, który usunięto dopiero w Garmin Edge 1030. Wiedząc o tym, Garmin powinien zapewnić dostęp do odpowiednich części zamiennych, ale jak widać, lepiej jest zmusić użytkownika do wydania kupy kasy. Bardzo mi się to nie podoba i gdy przyjdzie czas, aby zaopatrzyć się w nowy licznik, poważnie rozważę zakup czegoś innego niż Garmin.

Skomentuj...

Podpis: (opcjonalnie)

Jeśli chcesz, abym mógł się z Tobą skontaktować, wpisz w poniższym polu adres e-mail lub numer telefonu. Ta informacja będzie znana wyłącznie mnie i nigdzie nie będzie widoczna.
Kontakt: (opcjonalnie)