Przymusowa przerwa

Wtorek, 23 stycznia 2018 • Komentarze: 0

Taki mały żarcik ;)Taki mały żarcik ;)Kurza twarz! A tak dobrze już szło. Wydawało się, że to będzie jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy styczeń w historii mojej rowerowej pasji. Kilometrów przybywało, mix adrenaliny z endorfinami robił swoje. Czy lało, czy wiało, czy sypało – to nie miało znaczenia. No i była prawdziwa radocha z jazdy – nie jakieś psychiczne uzależnienie i gonitwa za dystansem – po prostu radość. Taka jak dawniej. Niestety nie wszystko przewidziałem i chociaż wydawało mi się, że jestem całkiem nieźle zahartowany i uodporniony na wszelakie sezonowe choróbska, jakiś wirus znalazł wyłom w murze mechanizmu obronnego i wdarł się podstępnie, aby siać zniszczenie. Łamanie w kościach, kaszel, katar – same „atrakcje”. Organizm walczy i powoli zwycięża, ale o jeździe na rowerze nie ma mowy. Wczoraj musiałem pojawić się na moment w pracy i miałem problem, aby bez zadyszki wyjść na czwarte piętro, a przecież zawsze śmigałem po trzy schody na raz i nawet tętno mi specjalnie nie wzrastało. Siedzę więc w domu i tęsknie spoglądam za okno…



Porażka

Poniedziałek, 8 stycznia 2018 • Komentarze: 1

Lubię przecierać nowe szlaki nie tylko dosłownie, czyli w znaczeniu tras rowerowych, ale także te „techniczne”. Nie lubię jednak przegrywać. I nie chodzi tutaj o sytuację, gdy na trasie wyprzedza mnie inny kolarz, bo jestem świadom moich skromnych umiejętności, ale mam na myśli porażkę w dziedzinie techniki. Nie mieści mi się w głowie, że mógłbym nie poradzić sobie z problemem, którego istota leży w zimnej naturze osprzętu rowerowego. Dotychczas zawsze osiągałem sukces. Czasem wcześniej, czasem później, ale wygrywałem z martwą naturą. Dzisiaj po raz pierwszy przegrałem, a przynajmniej tak to na razie wygląda.

A wszystko zaczęło się od rutynowej konfiguracji elektronicznego osprzętu. To miała być jedna z ostatnich czynności podczas przygotowania mojego podstawowego roweru do nowego sezonu. Nic szczególnego, banał, „pikuś”. Połączyłem wszystkie przewody, upewniłem się, że cały system Di2 działa, a potem podłączyłem się przez Bluetooth z moim smartfonem, aby sprawdzić i ewentualnie zainstalować najnowsze oprogramowanie. Dotychczas wszystko szło jak zwykle, czyli jak po maśle. Aplikacja wykryła, że jest nowy firmware dla modułu EW-WU111, który jest odpowiedzialny za bezprzewodową komunikację Bluetooth i ANT+ pomiędzy systemem Di2 a urządzeniami zewnętrznymi. Bezprzewodowy moduł EW-WU111. To od niego zaczęły się problemy…Bezprzewodowy moduł EW-WU111. To od niego zaczęły się problemy…Zacząłem instalować nowe oprogramowanie, lecz po kilkunastu sekundach wyświetliła się informacja o błędzie komunikacji. Spróbowałem jeszcze raz i znów to samo. Prawdę mówiąc, nie przejąłem się tym zbytnio. Za pomocą modułu SM-BCR2, pełniącego jednocześnie rolę ładowarki, połączyłem cały system z aplikacją Shimano e-Tube, zainstalowaną na notebook’u. Aplikacja poprawnie rozpoznała wszystkie urządzenia Di2 i nawet poinformowała mnie, dla których z nich jest dostępna aktualizacja firmware. Dotyczyło to m.in. klamkomanetek. Ciekawa była informacja dotycząca wspomnianego modułu EW-WU111. Dowiedziałem się, że aplikacja nie jest w stanie odczytać wersji zainstalowanego oprogramowania i wymagane jest jego przywrócenie. W sumie nic dziwnego – pomyślałem i zabrałem się za aktualizację. Na pierwszy ogień poszła prawa klamkomanetka. Wydawało się, że proces rozpoczął się poprawnie, ale szybko przekonałem się, że trwa zbyt długo. Czas płynął i nic się nie działo. Nie mogłem nic zrobić, bo podczas aktualizacji nie można niczego odłączać. Po kilku minutach pojawił się komunikat o błędzie i sugestia, że powinienem podłączyć manetkę do komputera za pomocą modułu SM-PCE1 i w ten sposób ją zaktualizować. Początkowo sądziłem, że po prostu powtórzę całą operację, ale okazało się, że aplikacja Shimano e-Tube nie wykrywa już prawej klamkomanetki. Co gorsza, manetka w ogóle przestała działać i nie mogłem już zmieniać przełożeń na tylnej przerzutce. Aktualizacja firmware dla modułu bezprzewodowego EW-WU111 także się nie udała. Aplikacja informowała mnie, że mogę to zrobić wyłącznie z poziomu smartfona lub tabletu, ale tam notorycznie wyskakiwał błąd.

Zrobiło mi się gorąco. Czarno to widziałem. Po stronie strat klamkomanetka o wartości… lepiej nie mówić, oraz moduł bezprzewodowy – może nie tak drogi, ale za darmo go nie dają. W tym momencie naszła mnie gorzka refleksja, że nigdy nie widziałem tradycyjnej, mechanicznej manetki, która nie byłaby w stanie sterować przerzutką. W najgorszym razie mogła przetrzeć się linka, którą wystarczyło wymienić i było po sprawie. Tymczasem mnie zachciało się bajerów, no i mam to, czego chciałem. Jedyną nadzieję na odzyskanie kontroli nad własnym rowerem dawał moduł diagnostyczny SM-PCE1. Problem w tym, że go… nie miałem i niestety nie należy do kategorii produktów, których ceny porównuje się do barszczu. A tak cieszyłem się, że już dawno nie wydałem ani złotówki na rower…

Swoją drogą, z punktu widzenia użytkownika, to bardzo przykra polityka marketingowa. Nie ma żadnej przeszkody, która uniemożliwiałaby stworzenie urządzenia, łączącego w sobie funkcje modułów SM-BCR2 i SM-PCE1. Taka hybryda byłaby z pewnością tańsza niż łączny koszt zakupu obu tych urządzeń z osobna. Nie ma też żadnego uzasadnienia dla ich ceny. To po prosty czysty (a raczej brudny) marketing. Tymczasem istnieją dwa moduły, z których jeden (SM-BCR2) potrafi wszystko, za wyjątkiem diagnostyki błędów oraz podłączenia pojedynczego elementu systemu Di2, a drugi (SM-PCE1) potrafi wszystko, z wyjątkiem ładowania baterii.

Dwa dni później odebrałem przesyłkę z paczkomatu i wkrótce potem podłączałem moduł „ratunkowy”, czyli SM-PCE1 do komputera. Na początek postanowiłem przywrócić poprawne działanie klamkomanetci. Podpiąłem ją do urządzenia. Nie została zidentyfikowana, ale zanim kolejny raz zrobiło mi się gorąco, kliknąłem dający nadzieję przycisk „Next”. Moduł diagnostyczny SM-PCE1.Moduł diagnostyczny SM-PCE1.Aplikacja wyświetliła informację, że podłączonym komponentem jest prawdopodobnie „jakaś” manetka, więc powinienem ręcznie wybrać właściwy typ z listy. Odetchnąłem z ulgą, widząc pozycję ST-9070. Po kilkunastu sekundach firmware był poprawnie zainstalowany, a działanie manetki przywrócone. Uff, cóż za ulga…

To, co udało się w przypadku klamkomanetki, nie powiodło się w przypadku modułu EW-WU111. Nawet bezpośrednie podłączenie go do SM-PCE1 nie przyniosło rezultatu, nie licząc notorycznie pojawiającego się komunikatu, że przywrócenie firmware'u jest możliwe jedynie z poziomu aplikacji mobilnej. Jednak taka próba zawsze kończyła się tym samym, czyli błędem. Żeby było „śmieszniej”, po nieudanej próbie aktualizacji przestawał działać cały system Di2 i jedynym ratunkiem było rozłączenie wszystkich komponentów. Wygląda więc na to, że niewłaściwie działający moduł „psuje” cały system. Logicznym następstwem moich działań była próba znalezienia podobnego problemu w necie. Niestety, nawet „doktor” Google okazał się bezsilny. Znalazłem nieliczne informacje dotyczące problemów z osprzętem Di2, ale nikt nie opisywał podobnego przypadku. Nie znalazłem także żadnej sensownej informacji w dokumentacji Shimano, która jedynie lakonicznie informuje, że w przypadku problemu z oprogramowaniem, należy ponownie je zainstalować z poziomu aplikacji mobilnej. Krótko mówiąc, porażka na całej linii.

Bez modułu bezprzewodowego da się żyć. Ot po prostu nie będę miał na moim Garminie informacji o przełożeniach oraz aktualnym stanie baterii. Moduł nie jest też kuriozalnie drogi, więc od biedy mogę go kupić. Mogę go też reklamować, bo przecież nie popsuł się z winy użytkownika. Jednak nie w tym rzecz. Tutaj chodzi o coś więcej – nie poradziłem sobie z drobnym, wydawałoby się, problemem. Taka lekcja pokory i kolejne rowerowe doświadczenie.

Ale… nie poddaję się. To jeszcze nie koniec…

Komentarze

img
Marcin • Środa, 17 stycznia 2018, 18:44

Spróbuj zrobić aktualizację z poziomu Iphona (tak,tak właśnie) Poodłączaj Klamki i przerzutki i dopiero jak ruszy bateria, bluetooth i box to dorzucaj po kolei pozostałe komponenty.

Dodaj komentarz...



Vinci Rapid 40 Pro

Wtorek, 2 stycznia 2018 • Komentarze: 2

Od razu uprzedzam, że takich kół nie można kupić. Tzn. można, ale bez dopisku „pro”. Skąd więc wzięło się „pro”? Wyjaśniam to w dalszej części artykułu.

Wszystko zaczęło się w momencie, w którym doszedłem do dramatycznego wniosku, że podczas zimy mogę się nudzić. Zazwyczaj właśnie wtedy przygotowuję mój podstawowy rower do kolejnego sezonu, przy czym, przez „przygotowanie” należy rozumieć daleko idącą modyfikację jego konstrukcji. Niestety, a może „stety”, doszedłem do ściany, czyli braku możliwości przeprowadzenia rewolucyjnych zmian. No bo niby co mógłbym jeszcze zrobić? Jedynie przejście na hamulce tarczowe mogłoby pretendować do miana istotnej zmiany. Jednak z tym ciągle się wstrzymuję. Tarczówki w szosie po prostu mi się nie podobają, są cięższe, a zawodowcom też daleko do jednomyślności. Wiatru zmian pewnie nie da się powstrzymać, ale ja jeszcze poczekam. A skoro tak, to co u licha mam robić zimą, skoro już nic zrobić się nie da?

Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że w sierpniu stałem się posiadaczem karbonowych kół Vinci Rapid 40. Relatywnie tanie nie były całkowicie pozbawione wad. Musiałem zbalansować naciąg szprych w tylnym kole oraz poradzić sobie z notorycznie luzującym się nyplem. Dopiero po rozwiązaniu tych problemów, mogłem powiedzieć, że naprawdę jestem zadowolony z moich nowych kół. Drobny niesmak jednak pozostał, bo kolejny raz udowodniłem prawdziwość tezy, że jeśli chcesz mieć zrobione dobrze, zrób sam. I tak właśnie odkryłem, jak mogę zagospodarować przynajmniej kilka zimowych wieczorów. Krótko mówiąc, zamierzałem zamienić budżetowe, dobre koła w koła bardzo dobre i… nieco mniej budżetowe. Chciałem, aby były lżejsze, sztywniejsze i mocniejsze.

Zachowując styl, zmieniłem kolorystykę logo producenta.Zachowując styl, zmieniłem kolorystykę logo producenta.Jak to osiągnąć w konstrukcji, która składa się ledwie z czterech głównych komponentów: obręcz, piasta, szprychy i nyple? Po pierwsze, założyłem, że to nadal mają być koła Vinci, a więc główne komponenty, czyli obręcze i piasty będą pochodzić od tej właśnie firmy. Po drugie, obręcze miały pozostać bez zmian. Ich wymiana byłaby całkowicie nieuzasadniona ekonomicznie. Po trzecie, cała reszta, czyli szprychy i nyple miały być najwyższej jakości. Przy tych założeniach miałem więc dość ograniczone możliwości zbicia wagi – tylko nowe piasty dawały taką szansę. Zdecydowałem się więc na użycie topowego modelu oferowanego przez Vinci, czyli wyposażonych w ceramiczne łożyska piast SF-101F/SF-101R, używanych w kołach serii Tore oraz SL. Niejako przy okazji, konstrukcja tylnej piasty gwarantowała uzyskanie sztywniejszego zaplotu koła. Nowe piasty wymagały szprych o innej długości. Tutaj nie kombinowałem i postawiłem na sprawdzone rozwiązanie, czyli DT Aerolite. Nowością są za to nyple DT Squorx Pro Head, z którymi nie miałem wcześniej do czynienia. Uznałem, że najwyższy model piast Vinci w połączeniu z najbardziej zaawansowanymi szprychami DT Swiss i specjalnymi nyplami, są wystarczającym powodem, aby nazwę zestawu kół uzupełnić o magiczne słowo „pro”.

Zanim przystąpiłem do budowy, chciałem zmodyfikować jeszcze jedna rzecz – grafikę. Lubię, gdy wszystko do siebie pasuje, a tak się składa, że miętowy kolor logo Vinci w żaden sposób nie współgra z czarno-czerwono-białym malowaniem ramy. Jednocześnie nie chciałem naruszać stylu, ani w żaden sposób ukrywać przed światem nazwy producenta i modelu. Krótko mówiąc, Vinci oraz Rapid miały być widoczne. Poświęciłem więc dwa wieczory na zaprojektowanie nowej wersji kolorystycznej logo, a następnie zamówiłem odpowiednie naklejki, które wedle zapewnień drukarni cyfrowej, w której zostały wykonane, powinny wytrzymać trzy lata w zmiennych warunkach atmosferycznych. Dla pewności pokryłem je dodatkowo lakierem bezbarwnym. Gotowe naklejki powędrowały w miejsce oryginalnych oznaczeń na obręczach oraz na piastach.

Gotowy zestaw kół Vinci Rapid 40, który uzupełniłem magicznym słowem „Pro”.Gotowy zestaw kół Vinci Rapid 40, który uzupełniłem magicznym słowem „Pro”.Proces zaplatania kół opisywałem już wielokrotnie, więc pozwolę sobie na pominięcie szczegółów. Zachowałem ten sam rodzaj zaplotu, co w oryginale, czyli radialny w przednim kole i po stronie nienapędowej koła tylnego, oraz na dwa krzyże po stronie napędowej. Jak zwykle szczególną wagę przywiązałem do kwestii zbalansowania naciągu szprych. Ten etap zawsze zabiera mi najwięcej czasu, podczas którego jak bumerang wraca pytanie: „jak to możliwe, że są goście, którzy twierdzą, że zaplatają idealne koło w godzinę”? Rozprężanie szprych, korygowanie centryczności, balansowanie naciągu i tak w kółko. Miernik naprężenia był oczywiście skalibrowany za pomocą opisywanego na moim blogu urządzenia do kalibracji, a w dokładnym wycentrowaniu pomocny był czujnik zegarowy. Efektem cierpliwości i dokładności były: bicie boczne na poziomie 0,08 mm, bicie promieniowe o wartości 0,2 mm, symetria o błędzie nie przekraczającym 0,05 mm i naciąg szprych o odchyleniu od wartości średniej poniżej 5%. To całkiem nieźle.

Veloplugs, czyli sposób na „urwanie” kilkunastu gramów z wagi pojedynczego koła.Veloplugs, czyli sposób na „urwanie” kilkunastu gramów z wagi pojedynczego koła.Gotowe koła tradycyjnie wyposażyłem w dętki Continental Race 28 Light oraz opony Continental GrandPrix 4000S II. Zupełną nowością jest taśma na obręcz, której… nie ma. Zamiast niej założyłem zatyczki Veloplugs. Dzięki temu oszczędziłem kilkanaście gramów na każdym kole. Tak, wiem, nic nie musicie mówić…

Czas na podsumowanie. Miałem kaprys, aby dobre koła uczynić jeszcze lepszymi. Miały być sztywniejsze i lżejsze, ale przede wszystkim miałem je zrobić sam, bo kilkukrotnie się przekonałem, że w kwestii jakości, jestem jedyną osobą, której mogę zaufać. Przykre, ale prawdziwe. Ekonomiczna strona całego przedsięwzięcia nie miała większego znaczenia – to w pewnym sensie cena mojej pasji. Trudno natomiast przeliczyć na pieniądze kolejne zdobyte doświadczenia – są bezcenne. No i jeszcze jedno. Kolejny raz potwierdziłem prawdziwość słów wypowiedzianych przez, o ile mnie pamięć nie myli, Gerda Schranera, który stwierdził, że z budowy kół żyć nie można.

Koła są gotowe, a do wiosny wciąż daleko. I co teraz? Muszę poszukać kolejnego tematu…

Komentarze

img
D. • Wtorek, 6 lutego 2018, 20:49

Bardzo fajne przeróbki. Powiedz proszę jak się sprawują Veloplugs i ile g można na nich zaoszczędzić wagi +/-?

img
Xanadu • Wtorek, 6 lutego 2018, 21:29

24 sztuki Veloplugs to 3,3 g. Standardowa opaska na obręcz to około 20 g. Na razie nie mogę powiedzieć, jak się sprawują, bo w sezonie zimowym jeżdżę na rowerze przełajowym.

Dodaj komentarz...