Cztery pory roku, czyli nowe opony

Poniedziałek, 30 marca 2020 • Komentarze: 3

Ostatni „kapeć” przepełnił czarę goryczy. Być może mam pecha, a być może opony Continental GP 5000 wcale nie są tak dobre, jak twierdzi ich producent. Lubię nowości, więc rok temu wymieniłem „kultowe” GP 4000S II na GP 5000. Przez lata z GP 4000S II nie miałem większych problemów. Owszem, od czasu do czasu zdarzał się jakiś kapeć, jeden raz przebiłem boczną ściankę, ale na powierzchni bieżnika nigdy nie znalazłem żadnego rozcięcia, ani poważniejszego uszkodzenia. Pod tym względem GP 5000 wypada dramatycznie. W poprzednim sezonie musiałem wyrzucić jedną z nich, po tym, jak znalazłem głębokie rozcięcie na bieżniku, a przygotowując rower do tegorocznego sezonu, okazało się, że na każdej z opon mam mniejsze lub większe rozcięcia. Teoretycznie dałoby się z tym jeździć, ale to zawsze jest jakieś ryzyko. Założyłem więc nowiutkie gumy i właśnie musiałem wyrzucić jedną z nich. Jasne, to był zwykły pech, bo nie każdy codziennie najeżdża na leżącą szprychę, ale nagle dotarło do mnie, że jak tak dalej pójdzie, to ja też pójdę, ale z przysłowiowymi torbami. Zwłaszcza, że czasy niepewne.

Nadszedł więc czas na zmianę. Oczywiście nie zamierzałem założyć jakichś pancernych i mega ciężkich opon. Co to, to nie. Teoretycznie mogłem sięgnąć po „bezdętki”, ale… jeszcze nie tym razem. Zresztą takiej dziury, jaką zaliczyłem ostatnio, nie uszczelniłoby żadne „mleko”. Wróciłem do korzeni, do mojej pierwszej szosówki i mojego pierwszego sezonu na szosie. Używałem wtedy Continental Grand Prix 4-Season i byłem z nich bardzo zadowolony. Continental Grand Prix 4-Season.
Continental Grand Prix 4-Season.
To nic, że mają większe opory toczenia i aby jechać z tą samą, co na GP 5000 prędkością, będę musiał wysupłać dodatkowe 10 watów z moich skromnych zasobów mocy. Ale czy ja się z kimkolwiek poza samym sobą ścigam? Czy może jeżdżę dla przyjemności? Bo jeśli to drugie, to łatanie dętek na trasie, do przyjemności bynajmniej się nie zalicza.

Opony Grand Prix 4-Season są tylko o 15 gramów cięższe od GP 5000. Posiadają za to podwójną warstwę Vectran Breaker, zapewniającą lepszą ochronę przed przebiciem. Wzmocnione są także boczne ścianki. Mieszanka Bieżnik posiada wyraźny wzór, co powinno zagwarantować bezpieczne pokonywanie zakrętów w każdych warunkach. Tyle teorii. A praktyka? Mam za sobą dopiero 150 przejechanych kilometrów, więc na razie nie mogę się wypowiedzieć. Za to w sieci można znaleźć całą masę pochlebnych ocen z wyjątkiem ceny. Fakt, 4-Season do tanich nie należą. Około 200 złotych za sztukę to poważny wydatek, zwłaszcza teraz, w czasach totalnej niepewności, co przyniesie przyszłość. Jednak z drugiej strony, jeśli faktycznie okażą się trwałe i niezawodne, to wydane nań pieniądze mają szansę szybko się zwrócić.

Komentarze

img
Michał Błoński • Czwartek, 2 kwietnia 2020, 09:33

Inwestycja w takie opony na pewno się opłaci :) U mnie też przyjdzie czas na wymianę więc sam cały czas zastanawiam się co założyć :) http://superior-polska.pl/

img
Łukasz Przechodzeń • Poniedziałek, 20 kwietnia 2020, 01:26

Kurczę, śmigam na GP 5000 jakoś od maja zeszłego roku i na razie (odpukać) nie złapałem ani jednego kapcia, w tym przejechałem Pierścień Tysiąca Jezior, jeździłem na nich poza asfaltem (nie za szybko i z uwagą, ale jednak), czasem po mieście. Może kwestia szczęścia :)

img
Bogdan • Wtorek, 9 czerwca 2020, 20:43

Byłem bardzo bliski kupienia tych opon, ale po gruntownej analizie oporów toczenia i odporności na przebicia zdecydowałem się na opony Michelin pro 4 endurance z 2015 r., które kupiłem w cenie 200 PLN za komplet w Decathlonie. Przeważyła opinia zawarta na https://www.bicyclerollingresistance.com/road-bike-reviews/michelin-pro-4-endurance-v2-2015

Dodaj komentarz...



Świat istnieje

Wtorek, 17 marca 2020 • Komentarze: 1

Są takie dni, kiedy introwertycy czują się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Hasło „zostań w domu” zamieniłem dzisiaj na „wyjdź na rower”. Oczywiście samotnie. I wiecie co? Totalne zaskoczenie. Świat nadal istnieje – magicznie piękny, spójny, uporządkowany, intrygujący…

Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twoich rąk,
Na księżyc oraz gwiazdy, które Ty tam umieściłeś,
To myślę: Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim?
Albo syn człowieczy, że tak o niego dbasz?

(Ps 8:4-5)

Niniejszym informuję, że oficjalnie rozpocząłem sezon 2020 w wydaniu „outdoor”. Oczywiście nie tak to sobie wyobrażałem, ale przecież nie zamknę się dobrowolnie w czterech ścianach i nie będę „karmił się” wiadomościami, które dzielą się na trzy kategorie: złe, bardzo złe, jeszcze gorsze. Świat jest piękny, życie jest piękne, człowiek jest piękny i nie zmieni tego żaden wirus, choćby nawet miał „koronę” ze złota…

Komentarze

img
Karol Nowicki • Piątek, 27 marca 2020, 13:22

Mam podobne przemyślenia. Po wyjściu z domu, po pozbyciu się z głowy informacji o tym, ile już jest ofiar i jakie nowe ograniczenia na nas nakładają, po przewietrzeniu się jakoś tak człowiek wraca do siebie i wie, co ma robić. Pozdrawiam! http://rowerowapiwnica.pl/

Dodaj komentarz...



5 x Spox

Piątek, 13 marca 2020 • Komentarze: 0

Wczesne popołudnie. Właśnie robię sobie przerwę od zdalnej pracy i wsiadam na trenażer. Kilka kliknięć myszką otwiera mi drzwi do wirtualnego świata Zwifta. Licznik pokazuje, że jest nas kilka tysięcy – nas, bezpiecznie ukrytych w miejscu, które nie istnieje. Prawdziwy świat widzę za oknem. Jest surrealistycznie cichy i pusty, jakby to okno było obrazem, a nie taflą przeźroczystego szkła. Zaczynam trening. Na matowej matrycy laptopa przesuwają się nieistniejące krajobrazy. Beznamiętnie mknę przed siebie, chociaż tak naprawdę nie poruszam się wcale…

W zdrowym ciele, zdrowy duch! Od pięciu dniu powtarzam dokładnie ten sam trening. Chociaż nie należy do regeneracyjnych, przewrotnie nazwałem go „Spox”, bo odrywa mnie od codzienności, odmierzanej rytmem „apokaliptycznych” wieści, które docierają z mediów. Każdy trening to potężna dawka endorfin, a te pozwalają spokojnie i z dystansem spojrzeć na otaczający mnie świat. Nie panikuję, ale też nie lekceważę zagrożenia. Zdalnie pracuję już od dawna, a kontakty z ludźmi ograniczyłem do absolutnego minimum.

„A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”… Czekam więc spokojnie. Niedługo wiosna i gdy tylko nadejdą pierwsze naprawdę ciepłe i słoneczne dni, porzucę nierzeczywisty świat zbudowany z zer i jedynek, wsiądę na rower i ucieknę tam, gdzie będę mógł zanurzyć się w oceanie budzącej się do życia przyrody.