Dwa dni temu odwiedziłem Puszczę Niepołomicką, ale odczuwałem niedosyt. Przejechałem jedynie Drogą Królewską, która co prawda wiedzie przez fragment puszczy, ale właśnie przez fragment. 
Pustka i cisza.W dodatku jest to droga publiczna, więc nie sposób znaleźć tutaj idealnej ciszy i odosobnienia. Dlatego dzisiaj kolejny raz skierowałem się na wschód, aby pokonać kolejny z moich prywatnych „klasyków”, czyli jedną z ulubionych rowerowych tras.
Pominę opis pierwszego etapu trasy, którym był dojazd do miejscowości Damienice. Jechałem tamtędy tak wiele razy, że trudno jest wymyślić 
Kolejny zachód słońca do kolekcji.coś oryginalnego. Później skręciłem na północ, aby wkrótce wjechać do puszczy. Natychmiast ogarnął mnie wszechobecny spokój, zakłócany jedynie delikatnymi podmuchami wiatru i szumem opon. Po kilku kilometrach zatrzymałem się na rozstaju dróg, aby rozejrzeć się dokoła siebie. Gdy zsiadłem z roweru, dotarło do mnie, że wokoło panuje absolutna cisza. Nie słyszałem żadnych odgłosów, szumu drzew, śpiewu ptaków. Świątynia przyrody zdawała się być pogrążona w spokojnym i głębokim śnie. Jeszcze nie nadszedł czas zmartwychwstania po zimowym śnie. Jeszcze nie czas narodzin zielonych barw. Jeszcze nie czas radosnego koncertu jej mieszkańców na cześć wiosny. Stałem zafascynowany tym widokiem i tą atmosferą. Przez chwilę trwałem w absolutnym bezruchu, by żaden szelest ani trzask łamanej gałązki nie zakłócał ciszy tego miejsca. Cudowne uczucie. Tak dalekie od codzienności spędzanej w zgiełku wielkiego miasta.
W końcu jednak wsiadłem na rower i ruszyłem przed siebie. Kolejnych kilkanaście kilometrów nadal wiodło pośród drzew. Wjeżdżając do Niepołomic, zostawiając za sobą puszczę i kierując się w stronę Krakowa, pomyślałem, że kiedy kolejny raz tutaj wrócę, puszcza będzie wyglądać już zupełnie inaczej. Brzmieć będzie także inaczej.
Skomentuj...