Kolejny dzień i kolejna wyprawa. Wyprawa, to może zbyt wielkie słowo, ale faktem jest, że dzisiaj zaliczyłem mój najdłuższy marcowy dystans. Pomysł miałem taki, żeby odwiedzić choćby skrawek Puszczy Niepołomickiej i poszukać śladów nadchodzącej wiosny.
Początek był rutynowy, bo liczba dróg prowadzących do puszczy jest wartością skończoną. Tym niemniej starałem się ominąć Wiślaną Trasę Rowerową i dojechać do Niepołomic od strony Staniątek. Byłem mile zaskoczony, że moje mięśnie nie „zapamiętały” wczorajszych podjazdów. Może to skutek treningów, może tego, że dzisiaj byłem wypoczęty, a może i jednego i drugiego. W Niepołomicach wjechałem na Drogę Królewską. Zapanowała cisza. Puszcza sprawiała wrażenie pogrążonej we śnie. Póki co, próżno szukać soczystej zieleni, kwitnących drzew, śpiewu ptaków. Wszechobecna cisza, spokój, wyczekiwanie. Ostatnie dni zimowego snu, zanim wszystkie barwy i zapachy wiosny opanują to miejsce. Wtedy z pewnością tutaj wrócę, aby napawać się scenerię odrodzonego życia.
W stronę Niepołomic wracałem jedną z moich ulubionych tras, czyli bocznymi drogami przez Wolę Zabierzowską, Zabierzów Bocheński i Wolę Batorską. To idealna trasa dla kolarzy romantycznych, którzy chcą oderwać się od hałasu codzienności i pobyć przez dłuższy czas z samym sobą i własnymi myślami. Potem była już WTR, aż do Brzegów, skąd przez Rybitwy wróciłem do siebie.

Krótkie spojrzenie na las.

Słońce powoli zachodzi...

... by wkrótce pożegnać dzień.
Skomentuj...