Dość łatwizny! Czas sprawdzić pozimową formę na czymś bardziej wymagającym od płaskich przestrzeni. A jeśli tak, to kierunek może być tylko jeden – południe!

Dobczyce.Dzisiaj zaliczyłem następną z moich ulubionych tras, ale tym razem nie miało być łatwo, bo chciałem się przekonać, czy zimowe treningi przyniosły oczekiwany efekt w postaci formy, która pozwoli wybierać rowerowe szlaki bez kalkulowania, czy dam radę, czy nie. PESEL brutalnie stara się mnie przekonać, że najlepszy czas minął, ale nie poddaję się i śmiem twierdzić, że to, co najlepsze, jest dopiero przede mną. Może i ciało tu i ówdzie nieco się pomarszczyło, ale duch wciąż młody!
Po raz pierwszy w tym roku jechałem „na krótko”, czyli zarówno w krótkich spodenkach, jak i koszulce z krótkim rękawem. Nie do końca było to przemyślaną decyzją, bo wiał chłodny i mocny południowo – wschodni wiatr. Krótkie spodenki były ok, ale koszulka już niekoniecznie. Na szczęście trasa była wystarczająco wymagająca, aby zmusić organizm do wzmożonej pracy, a to – jak wiadomo – potrafi rozgrzać. Pierwszym dość konkretnym podjazdem były Wrząsowice. Kolejnym – Świątniki Górne. Później skierowałem się na wschód i jadąc przez Gorzków, 
Raba w Gdowie.Raciborsko, Dziekanowice, zawitałem do Dobczyc. Kolejny etap to Skrzynka, Stadniki i Gdów. To był chyba najdłuższy płaski odcinek na dzisiejszej trasie. Potem były już same pagórki. W Gdowie skręciłem na północ i po pewnym czasie dojechałem do wioski Zabłocie. Tam czekało na mnie największe wyzwanie dzisiejszego dnia – podjazd w kierunku Bodzanowa. Długość ponad 700 metrów, średnie nachylenie około 7%. Niby nic, ale po drodze jest około 450 metrów o średnim nachyleniu 10%, a najtrudniejsze fragmenty osiągają 14%. Dodam jeszcze, że byłem już nieco zmęczony. Mimo to w miarę spokojnie dotarłem na górę. To nie był koniec wyzwań, ale kolejne były już zdecydowanie mniejszego kalibru. Jechałem w stronę Wieliczki, licznik przewyższeń sukcesywnie doliczał kolejne metry, a ja cieszyłem się, że u bram nowego sezonu jestem w dość dobrej (jak na mnie) formie.
Prognoza pogody nie jest optymistyczna. Kolejne dni mają przynieść ochłodzenie i deszcz. Tym bardziej więc cieszę się, że dzisiaj byłem zarówno „bliżej nieba”, jak i „bliżej Nieba”. „Bliżej nieba”, bo na szczycie każdego wzniesienia jest się po prostu wyżej. „Bliżej Nieba”, bo każda moja rowerowa przygoda jest okazją, by uwielbiać Tego, który stworzył ten piękny Świat.
שָׁלוֹם עֲלֵיכֶם
Skomentuj...