Co jest największym wrogiem kolarza romantycznego, który samotnie przemierza wstęgi asfaltowych szos, okraszonych od czasu do czasu szczyptą szutrowej przyprawy? Odpowiedź brzmi: przeciwny wiatr! To on sprawia, że przyjemność zamienia się w walkę o przetrwanie i zamiast podziwiać piękno krajobrazów, przepychamy kilometr za kilometrem, czekając na ów cudowny moment nawrotu. Wtedy to wiatr ów, który dotychczas naszym wrogiem był, staje się przyjacielem.
Dzisiejsza eskapad miała właśnie dwie odsłony. Zamarzyło mi się pojechać na zachód wzdłuż kanału Łączany – Skawina. Łatwa to trasa, pozbawiona wyzwań, taka w sam raz na spokojne napawanie się jazdą. No, ale nie dzisiaj. Dzisiaj było raczej ciężko, tym bardziej, że przez ostatnie dni sporo trenowałem w zaciszu domowym i odczuwałem lekkie zmęczenie. Wszystko zmieniło się, gdy zawróciłem. Wtedy wiatr, który dotychczas wrogiem moim był, przyjacielem się stał i dodając sporo watów do moich skromnych zasobów mocy, pchał mnie chyżo w kierunku domu.

Przyroda wciąż w zimowym nastroju.
Fragment drogi dla rowerów przy wzgórzu Grodzisko.
Skomentuj...